Poznawanie kobiet, a strach przed dziećmi

Spędziłem weekend z Konradem, który przyleciał z Kanady na kurs uwodzenia. Szukał kogoś z nieco bardziej filozoficznym (jak sam to określił) podejściem do życia i kobiet, by porozmawiać o nieco głębszych rzeczach.

Jego historia jest ciekawa i często spotykana. Miał trudne dzieciństwo i postanowił, że sam nie chce mieć dzieci. Klasyczna rodzina kojarzy mu się bardzo źle, bo jego ojciec był tzw. tyranem.

Jednocześnie bardzo boi się samotności i śmierci, dlatego nie chce być sam. Problem polega na tym, że każda kobieta, z którą się wiąże, prędzej czy później chce dzieci, a on kategorycznie ich nie chce. W taki sposób skończyło się jego poprzednie małżeństwo i prawdopodobnie zakończy się aktualny związek (obydwie naciskają na dzieci). Na taki lęk przed byciem ojcem mówi się lęk przed macierzyństwem.

Bardzo ważne w takiej sytuacji jest zrozumienie pewnego mechanizmu:

  • Jeżeli widzisz pseudokibica i pojawia się w Tobie strach, to jego źródłem nie jest on (pseudokibic) tylko Ty sam. Reagujesz na swój strach, a on (pseudokibic) jest tylko neutralnym obiektem, który go w Tobie wyzwolił. To nie jego wina, że się go boisz.
  • Jeżeli dosiadasz się do atrakcyjnej dziewczyny i czujesz wstyd przed odezwaniem się, to nie ona jest źródłem Twojego wstydu, tylko Ty sam. Ona nie ma z nim nic wspólnego, wiec nie ma sensu zrzucać na nią winę.

To samo dotyczy Konrada i dzieci. Jeżeli na myśl o dzieciach lub założeniu rodziny czuje żal, gniew czy strach, to nie oznacza, że winne są dzieci lub rodzina. On reaguje na swoje własne emocje i obraz dzieci, który ma w głowie. Faktyczne dzieci czy rodzina nie mają z tym niczego wspólnego, a jednak im się obrywa i w taki sposób powstaje strach przed posiadaniem dzieci.

I tu pojawia się drugi mechanizm, tzw. projekcja. Jeżeli na widok pseudokibica czujemy strach, to zakładamy, że to on jest jego przyczyną (projektujemy go na niego). Uznajemy, że najlepszym wyjściem by nie czuć strachu, będzie unikanie pseudokibica. I na tym polega złudzenie. W taki sposób nie pozbędziemy się tego strachu.

Gdy dziewczyna Konrada mówi mu o dzieciach, w nim pojawia się mieszanka niefajnych emocji. Ulega złudzeniu, że to dzieci są przyczyną tych niefajnych emocji. Ponieważ nie chce czuć się niefajnie, unika tego co postrzega jako przyczynę, czyli dzieci.

Jednak dzieci same w sobie nie są złe. Wręcz przeciwnie, to właśnie dzieci potrafią uzdrowić nawet najgłębsze rany. Gdy trzymasz na rękach swoje dziecko, otwiera Ci się serce i zmienia perspektywa oraz wymiar (paradygmat), przez który doświadczasz życia.

Kiedyś każdy z nas miał w pełni otwarte serce. Wtedy, gdy sami byliśmy dziećmi. Nie baliśmy się wtedy chorób ani śmierci, bo one nie istnieją na tym poziomie. Jednak z czasem ono zaczęło się zamykać i zamiast miłości pojawił się nowy wymiar, strach. Gdy z tego poziomu patrzymy na dzieci, rodzinę czy miłość, kojarzymy je z cierpieniem i ograniczeniem wolności. 

Jednocześnie nie wiemy, że to, czego się boimy, jest lekiem na nasz strach. Gdy on mija, nie tracimy wolności, tylko ją zyskujemy.

Odpowiedz